Wybory: T – 2 dni.
Odebrałam dzisiaj na poczcie list polecony, którym mama przysłała mi moje zezwolenie na głosowanie gdziekolwiek bądź. List był priorytetowy: mama wysłała go w poniedziałek, wczoraj przyszło awizo. Poczta Polska znów pobija rekordy. No ale już nie marudzę; w końcu przyszedł na czas, prawda?
W niedzielę więc wezmę zaświadczenie w łapkę, dowód osobisty w drugą i powędruję do lokalu wyborczego, żeby być dobrą obywatelką i oddać głos. Ważny, a jakże. Ogromna ilość moich znajomych – głównie płci żeńskiej i żywiej niż ja manifestujących swój feminizm – idzie na wybory, owszem, ale zamierza dorysować kratkę i zagłosować na Cthulhu. Albo Lady Gagę.
Dlaczego, zapytacie? Ano dlatego, że nie lubią Napieralskiego. Miały głosować na Komorowskiego, ale po jego komentarzu na temat “zawodów nieodpowiednich dla pań” i “kaszalotów”, wolą oddać nieważny głos. Dla mnie to trochę niepojęte.
Jasne, Komorowski nie jest moim idealnym kandydatem. Mój idealny kandydat nie istnieje. Jakby tak wziąć poglądy społeczne, młodość i energię Napieralskiego, poglądy gospodarcze, inteligencję i doświadczenie Komorowskiego oraz zdolności polityczne i wyczucie społeczne Kaczyńskiego – tak, to byłby mój idealny kandydat.
I jeszcze żeby wyglądał jak Johnny Depp. Ale wtedy to już byłby kandydatem na męża, nie na prezydenta ;)
Tylko że taki kandydat nie istnieje. Trzeba się więc zadowolić tym słynnym “mniejszym złem”, w które nie wierzył Wiedźmin. (To określenie zawsze przywodzi mi na myśl Geralta. I Dzierzbę.) Dla mnie tym “najmniejszym złem” jest właśnie Komorowski. Nie uznaję oddawania nieważnego głosu. Bo każdy nieważny głos to punkt dla “większego zła”.
Moim “mniejszym złem” jest właśnie Komorowski. Wiem, że poświęcam swoje poglądy na temat aborcji, związków rejestrowanych, świeckości państwa, in vitro, kary śmierci etc., ale składam je na ołtarzu czegoś, co w chwili obecnej uważam za ważniejsze – podatku liniowego, jednomandatowych okręgów wyborczych, wolnego rynku, reprywatyzacji, jasnego rozdzielenia kompetencji poszczególnych gałęzi władzy etc. Ponadto kandydatura Komorowskiego obiecuje stabilizację życia politycznego, może Platformie uda się w końcu trochę poreformować?
Ale jest coś jeszcze. Ja po prostu Go, cholera, lubię. Jak widzę go w jakiś Faktach przelotem albo czytam o nim w artykułach czy komentarzach publicystów to nie, nie wydaje mi się ani sympatyczny, ani inteligentny, tylko… nijaki.
A potem oglądam cały wideoczat, jak ten u Tomasza Machały, albo czytam wywiad, jak ten w Gazecie Wyborczej… i nagle się okazuje, że ten facet jest piekielnie inteligentny, bystry, mówi z sensem, ma poczucie humoru i dystans do siebie, jest szczery, ma pojęcie o swojej robocie i w dodatku jak rasowy mąż stanu bierze pod uwagę to, czego naród potrzebuje w danym momencie, a nie to, jak go potem będą opisywali dziennikarze.
(Tak, mówię o orędziu i konferencji prasowej po katastrofie 10 kwietnia; okazywanie uczuć jest w porządku, ja sama nie mogłam wtedy przestać płakać, ale głowa państwa nie może rozkleić się na wizji w takiej sytuacji. Mówiłam to wtedy, powtarzam teraz, wtórując samemu Komorowskiemu: prezydent, czy raczej w tym wypadku pełniący obowiązki prezydenta, musi być ostoją zdrowego rozsądku, musi trzymać emocje na wodzy, mieć zimną głowę, myśleć logicznie, musi pokazać narodowi – i światu, a to wcale nie mniej ważne! – że ktoś jest u władzy, że wszystko się nie rozpadło, że państwo funkcjonuje, musi przekazać poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, musi działać szybko, sprawnie i profesjonalnie; i to właśnie zrobił wtedy Komorowski. A to, że potem dziennikarze oskarżyli go o brak emocji i drewnianość wypowiedzi, to sprawa drugoplanowa.)
W tym wywiadzie w Wyborczej wszystko to widać, jak na dłoni: tę inteligencję, tę dumę, ale nie arogancję, dystans do siebie, ten profesjonalizm, szczerość, poczucie humoru, to zdrowe podejście do samego siebie, do przyjaciół, wrogów i polityki, i do patriotyzmu, i do symboli, którymi tak chętnie szafują jego polityczni konkurenci (a raczej jeden konkurent).
To dlatego pójdę i zagłosuję na Bronisława Komorowskiego.
Zastanawia mnie tylko jedno: dlaczego sztab i media tak usilnie kreują Go na idiotę…?
Niepojęte.
Godryk powiedział
18/06/2010 @ 20:28
Urząd prezydenta w Polsce to bardziej symbol, niż realna władza – ale ile może napsuć kiepski prezydent, wiemy już od kadencji Wałęsy, a Kaczyński L. dzielnie starał sie Wałęsę w tej kwestii wyprzedzić.
Prezydent może mieć dowolne poglądy – byle szanował poglądy obywateli i ich decyzje. Pod tym względem wolę Komorowskiego, który pokazuje od paru tygodni, że traktuje urząd poważnie i odkłada na bok wszelkie swoje prywatne poglądy, od Kaczyńskiego J., który już rządził przez ostatnie cztery lata (bo komu Kaczyński L. meldował wykonanie zadania po wygranych wyborach? Z kim konsultował każdą decyzję polityczną, czasem nawet podczas spotkań w gronie wyłącznie szefów państw?). Kaczyński L. pokazywał światu wszystkie swoje animozje i idiosynkrazje, podobnie jak Wałęsa.
Czy Kaczyński J. byłby inny? Wątpię. Po przeczytaniu dzisiaj, jak to wyciąga rękę do zgody, natychmiast oczami duszy ujrzałem żebraka z ręką wyciągniętą do wyborców: daj, pani, daj, daj właaaaadzę!
Amelia E. Adler powiedział
18/06/2010 @ 20:53
Nic dodać, nic ująć. Mogę się tylko całkowicie zgodzić – nawet wizję miałam podobną ;)